Skoro już uparłem się rozmyślać na temat religii, warto byłoby zastanowić się jak to się tak właściwie stało, że ona istnieje. Religia nie jest naturalna, tak jak np drzewo albo wiatr. Pierwsze drzewa powstały przed milionami lat, gdy przyszli ludzie byli jeszcze rybami albo płazami, bo ani gadów ani ssaków jeszcze na tym świecie nie było, a taki zwykły wiatr wiał na naszej planecie na długo wcześniej. Religii wtedy jeszcze nie było. Nie istniała żadna inteligentna forma życia, więc nie było komu jej stworzyć. Inteligentna - czyli zdolna do kreatywnego myślenia i tworzenia.
Już Neandertalczycy chowali swoich zmarłych w ziemi. Co ciekawe, nie zakopywali ich byle jak i gdzie popadnie, ale nierzadko do grobów wkładali kawałki mięsa, kwiaty albo drobne przedmioty, które być może miały służyć właścicielom w życiu pozagrobowym. Wszystko to świadczy o tym, że nawet prymitywni Neandertalczycy (nasi "jaskiniowcy") mieli coś w rodzaju religii - oczywiście bez hierarchii ani organizacji, lecz mimo wszystko wciąż był to jakiś system wierzeń. Zapewne prymitywny tak samo jak ich postrzeganie świata (będące na poziomie dzisiejszego kilkulatka), ale będący zapowiedzią czegoś niesłychanie wielkiego. Wielkiego jednak w sensie "rozległego i powszechnego", ale niekoniecznie chwalebnego.
Wszystkie ludy pierwotne żyjące te kilkanaście - kilka tysięcy lat temu wytworzyły stopniowo takie wierzenia - w życie pozagrobowe, prawdopodobnie także w "duchy" i inne wielkie "moce". Dzisiaj takie pozostałości, podobne w pewnym sensie do tych pierwotnych możemy jeszcze spotkać w dzikich odstępach dżungli albo buszu w miejscach, gdzie jedynymi oznakami cywilizacji jest plastikowa miska i para majtek (choć i to niekoniecznie).
To z kolei może nas skłonić do pytania, czemu ludzie stworzyli sobie takie wyznania? Nie można nazwać tych praludzi zbyt inteligentnymi, ani oczekiwać od tego zjawiska "bożego natchnienia" - wszak co klimat/kultura wierzenia były inne. Wersja, która mi najbardziej przypada do gustu to ta, która mówi, że ten fenomen jakim było powstanie wierzeń w siły nadprzyrodzone i wszelkiej maści duchy spowodowany był bardzo trudnymi warunkami, w jakich nasi praprzodkowie żyli.
Wszak dla nich świat był wiecznym polem walki - musieli walczyć o jedzenie jak również i o to, aby samemu nie zostać zjedzonym. Na dodatek żyło się niezwykle krótko (po dwadzieścia, góra dwadzieścia-kilka lat) a każda poważniejsza choroba albo złamanie równała się śmierci. Więc w umysłach tych prymitywnych ludzi stworzyła się idea wierzeń w niewidzialne istoty, które rządzą światem i opiekują się nimi.To zapewniało (wg nich rzecz jasna) pewne poczucie bezpieczeństwa. Dodatkowo wierzenia były próbą odpowiedzenia sobie na podstawowe pytania - skąd wziął się świat, jak pojawili się ludzie oraz jak to wszystko dookoła, cały ten ogrom, tak niesłychanie tajemniczy, jest ułożony. Dzisiaj, uzbrojeni w wiedzę na temat powstawania planet uzyskaną dzięki zaawansowanym badaniom naukowym, w wiedzę o ewolucji gatunków oraz badania paleologiczne wiemy, że opowieści o "wielkim duchu, który zamienił się w kruka i zrzucał kamyki tworząc lądy" lub też o "wielkim duchu, który ulepił mężczyznę z popiołu a kobietę z gliny" są piękne i fascynujące, lecz daleko im do prawdy. Jednak pierwotnym ludziom dawały istotne odpowiedzi - te pytania przestawały być dla nich jedną wielką niewiadomą, a stawały się mądrościami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie - uspokajającymi, dającymi poczucie stałości i bezpieczeństwa. A jedną z ważniejszych cech pierwotnych wierzeń było to, że połączone były z dzisiaj zapomnianą i usuniętą w naszym świecie w cień (choć czasami popularną w pewnej innej formie) funkcją szamana.
Szaman był (i jest wszędzie tam, gdzie jeszcze ta "instytucja" przetrwała) duchowym przywódcą, ale co najważniejsze, także medykiem. Zna się na ziołach i potrafi wyleczyć niektóre choroby. Jednak prymitywna medycyna to nie tylko lecznicze działanie ziół - to także (a może i "przede wszystkim") potęga sugestii i wiary. Szaman może nie potrafić zbyt dobrze leczyć albo dobierać zioła - ale sama wiara w to, że może on nas uleczyć potrafi zdziałać cuda. Stąd przecież bierze się cała "cudowna" moc placebo - na którą każdy z nas jest w większym, lub mniejszym stopniu podatny.
To zaś mogło doprowadzić do tego, że w pierwotnych umysłach pojawiła się pewna zależność - jeżeli wierzysz w moc szamana i w działalność "duchów", które on przyzywa na pomoc - to będziesz zdrowszy i bedziesz żył dłużej. W tamtych mrocznych i niebezpiecznych czasach wiara w duchy i nadnaturalne istoty o których była mowa w prymitywnych wierzeniach oznaczała po prostu większe szanse na przetrwanie, a co za tym idzie - ŻYCIE.
Uczeni badający ludzki mózg są podekscytowani. Do niedawna jeszcze nie wolno było badać religii w sposób naukowy. Tabu. Ale dzisiaj coraz więcej osób zaczyna podchodzić do tego fenomenu uzbrojonych w rozmaite przyrządy i metody badań. Jedną z najciekawszych sensacji było odkrycie w samym środku naszego ludzkiego mózgu tzw. "God Spot". Jest to miejsce, które odpowiada za naszą religijność (w istocie nie jest to jedno miejsce, raczej sieć, ale będę się trzymał tego sformułowania). Tak jak pewne miejsce odpowiada za widzenie, inne za mowę, tak to odpowiada za poszukiwanie boga. I tak samo jak ten fragment mózgu odpowiedzialny za mowę wykształcił się dzięki ewolucji - wcześniejsze okazy gatunku nie potrafiły mówić, aż w pewnym momencie (trwającym zapewne tysiące lat, więc nie takim znowu momencie...) pojawiła się nam w mózgach odpowiedzialna za te funkcję część i nauczyliśmy się artykułować dźwięki, tak samo tysiące lat wiary, że duchy nad nami czuwają i uratują nam życie w razie zagrożenia spowodowały, że w naszych mózgach wykształcił się pewien obszar przeznaczony do... wiary.
To dlatego ludzie (wciąż większość na tym świecie) tak usilnie chce wierzyć w jakiegokolwiek boga. Jest to w dużej mierze spowodowane tym, że nasz mózg sam pragnie widzieć taką boską moc dookoła - tak już te lata ewolucji go wyposażyły. Tak już te lata strachu i próby zrozumienia świata przez ograniczone umysły wpłynęły na naszą dzisiejszą codzienność.
Wszystko sprowadza się zatem do tego, że z badań nad mózgiem i religią wynika, że to nie bóg chce się z nami kontaktować, ale raczej to my usilnie chcemy się tam gdzieś do niego dobić z naszymi prośbami i okrzykami mającymi zwrócić jego uwagę na nasze życie. A robimy to, ponieważ tak już nasz mózg w wyniku ewolucji został zaprogramowany - tak samo jak został zaprogramowany na zmuszanie nas do wypróżniania się gdy zachodzi taka potrzeba albo na cofanie ręki, gdy ta zostaje poparzona.
A skoro człowiek bardzo chce, aby jego głos dotrał gdzieś tam, do góry (co ciekawe to wspólna rzecz wielu religii - bóg jest w niebie, ale o tym kiedy indziej) i bardzo w to wszystko wierzy (bo mu mózg każe) - to nietrudno tutaj o kolejny krok w rozwoju religii - religię zorganizowaną, czyli taką, która ma swoje świątynie, swoich kapłanów (będących od teraz zorganizowaną kastą mającą swoje przywileje) i swoje uregulowane prawa. Oczywiście nie można wymagać, aby wszystkie prastare cywilizacje wyznawały tę samą religię - jak wiemy nie jest ona zesłana nam "z góry" - jest jedynie wytworem danej cywilizacji - więc w niedługim czasie pojawiło się tyle religii, ile rozmaitych pierwszych państw albo plemion, a nawet więcej, bo od zarania dziejów ludzie uwielbiali tworzyć rozmaite odłamy i sekty. I tak Sumerowie budowali swoje świątynie, wierzyli w swoich bogów i czcili ich na swój sposób, Egipcjanie robili to po swojemu wierząc w zupełnie inne bóstwa a Olmekowie z Ameryki Środkowej robili dokładnie to samo co oni, tylko na swój sposób.
Wszystko to związane było z dostatkiem. Tylko żyjące w dostatku plemię/cywilizacja jest w stanie zgromadzić wystarczające nadwyżki żywności, aby utrzymać nie pracujące fizycznie klasy takie jak klasa kapłanów. Dlatego też rozwój religii zorganizowanej następuje dość późno w naszej historii (w porównaniu do tysięcy wcześniejszych lat trwania w szamaniźmie). Gdyby nie dostatek, idea zorganizowanej religii z tymi wszystkimi swoimi prawami, obrzędami, świątyniami i kapłanami prawdopodobnie w ogóle by nam nie przyszła do głowy.
Bardzo ciekawe jest to, że te wszystkie religie pierwotne (religia egipska, babilońska, chińska, olmecka, grecka, hinduska itd. ale też i nie tylko pierwotne) łączy jedno - bezgraniczna wręcz pewność, że akurat ona jest prawdziwa i brak jakichkolwiek wątpliwości co do tego, że może być inaczej, niż kapłani głoszą. Zresztą trudno było sprzeciwiać się kapłanom, skoro pozyskawszy władzę nad duszami stawali się siłą rzeczy jedną z największych władz w kraju (co zresztą nauczyli się dość szybko wykorzystywać).
Gdy się przyjrzymy bliżej tej pewności, szybko zauważymy, że coś tutaj nie gra. Przy porównywaniu tych starożytnych religii praktycznie od razu dojdziemy do wniosku, że nie opisują one tego samego, ba, wręcz różnią się praktycznie we wszystkich najważniejszych kwestiach, takich jak cechy bogów, ich liczba, atrybuty, moce itp.
Siłą rzeczy religia egipska jest kompletnie inna od hinuskiej albo olmeckiej. A jednak wciąż każdy przedstawiciel tychże jest święcie przekonany o prawdziwości jego, a fałszywości obcej religii. Mamy zatem troje ludzi - jeden wierzy, że świat jest płaski i ma kształt koła, drugi że jest kulą i spoczywa na dziobie jastrzębia a trzeci, że jest sześcianem spoczywającym na grzbiecie wieloryba, przy czym każdy jest święcie pewny swego.
Oczywiste jest, że albo dwoje z nich, albo wszyscy troje są w błędzie. Niemożliwe jest, aby trzy wzajemnie sprzeczne poglądy były jednocześnie prawdziwe.
Zatem dwoje z tych ludzi (przy bardzo optymistycznym założeniu), lub też cała trójka (przy bardziej realistycznym) jest w straszliwym błędzie. Lecz mimo to wciąż święcie wierzy w swoje. I teraz pytanie - jak sprawdzić, czy dana opcja w którą wierzę, jest prawdziwa czy też nie? Można zbadać ją przy pomocy nauki - w przypadku świata wysłać sondy kosmiczne które zrobią zdjęcia i ostatecznie wszystko udowodnią. One wykażą prawdę. A gdy nie sposób tej nauki zastosować, bo chodzi o "wiarę"?
Tutaj nie można jej zastosować tak łatwo. Choć można wykazać, że pewne konkretne dogmaty albo cuda religijne są naciągane, ostatecznie nauką nie można (przynajmniej jeszcze) religii rozgryźć. Ona bowiem wciąż jedynie wierzy, że jest tą "prawdziwą", a wszystkie inne (których są tysiące) są "fałszywe".
Więc pozostaje ryzykować. Choć ludzie wierzący nie czują tego, ciągle ryzykują to, że ich cała religia jest właśnie jedną z tych "fałszywych". Jeżeli istnieje bóg i już wymaga oddawaniu mu czci, a jest tak wiele rozmaitych wierzeń całkowicie różniących się od siebie, to tylko jedna z tych religii może zasługiwać na miano tej "prawdziwej". A z kolei trafienie w to, że akurat moja jest "naprawdę prawdziwa", przy tak wielkiej konkurencji i bez jakichkolwiek możliwości obiektywnego sprawdzenia jest po prostu niesłychanie nikła.
Jednak tak jak wyznawcy hinduizmu, bogów egipskich albo olmeckich - nikt się tym nie przejmuje. Bo zarówno Egipcjanin wierzący w Ozyrysa, Hindus wierzący w Śiwę albo Olmek w Pierzastego Węża byli pewni, że tylko oni wierzą w prawdziwego boga.
Jedną z prób (nieudolną wg mnie) pogodzenia tego wszystkiego z ideą "prawdziwego Boga, który rządzi wszystkimi ludźmi i całym Wszechświatem a objawił się akurat nam i my wiemy, że nasz jest prawdziwy a wasz nie" jest tłumaczenie, że choć nasz "prawdziwy" bóg objawił się tylko nam (wąskiej grupie ludzi, a tak właściwie to nawet bardzo wąskiej biorąc pod uwagę ogrom liczby kultur na tym świecie) to i wy w niego wierzycie, choć po prostu w inny sposób. Jest to słynne "wszyscy wierzymy w tego samego boga, tylko inaczej", które od początku do końca jest rzecz jasna zakłamane. Jego prawdziwe tłumaczenie bowiem brzmi "wszyscy wierzycie w naszego boga, tylko o tym jeszcze nie wiecie". Zamiast dialogu i zrozumienia odmienności - monolog i znane nam już "święte przekonanie".
Drugą próbą jest rzecz jasna "oni wierzą w bzdury". Oczywiście obca osoba powie to samo o naszej religii, więc koło się zamyka.
Ogólny sens tego wpisu (który mógł uciec albo zostać lekko przytłoczony w tym natłoku słów) sprowadza się do tego, że każda religia ma swój początek w prymitywnych wierzeniach. Nie została nam ona (a już stanowczo nie "akurat nasza") zesłana przez jakiegoś boga - co kultura, to inna religia a wszystkie stworzono sobie własnoręcznie (własnoumysłowo? ;) ) na przestrzeni dziejów. W wyniku tego powstały tysiące lokalnych religii, w które wierzono bezkrytycznie i w pełnym przekonaniu, że akurat moja jest tą "prawdziwą". To pokazuje dobitnie, że pewność, z jaką podchodzimy do tej naszej "prawdziwości" jest niezasłużona i choć traktujemy tę religię jako "wyjątkową i prawdziwą", to w rzeczywistości jest ona jedynie jedną z wielu takich samych.
A skoro żyjemy w kraju osaczonym przez chrześcijaństwo, przyjrzyjmy się mu bliżej. Choć wielu ludzi bekrytycznie wierzy, że ich księga, Biblia, jest zesłaną przez Boga odwieczną prawdą (to dokładnie to samo co twierdzenie, że księgi sumeryjskie albo egipskie są odwiecznymi prawdami zesłanymi przez bogów), to tak samo jak w przypadku wszystkich innych religii mija się to z prawdą. Biblia nie została nam "zesłana". Została napisana przez ludzi tak samo jak każda inna "święta księga" na świecie, choć ludzie wierzą inaczej (znowu tak samo jak w przypadku wszelkich innych takich ksiąg na świecie - że autorzy, choć ludzcy, byli "natchnieni"). Ba, sama idea Boga, jego mocy, osobowości itd nie powstała od razu w takiej formie, w jaką dzisiaj wierzą ludzie. Dzisiaj chrześcijaństwo głosi, że nad wszystkim czuwa Jahwe (czy też Adonai, jak sobie obecnie życzy tego Kościół), lecz gdyby tak cofnąć się odpowiednio wiele lat wstecz (liczonymi grubo w tysiącach) i porozmawiać z przedstawicielami ludu, który dopiero za jakiś czas stanie się Żydami, okaże się, że nikogo takiego jak Jahwe nie znają (bo jeszcze go nie stworzyli). Potem zaś, że Jahwe jest jednym z bogów politeistycznych, bo monoteizm judaizmu powstał w wyniku redukcji wcześniejszego prymitywnego politeizmu, który z kolei powstał z prymitywnego animizmu. W dawnych czasach bowiem nasz Jahwe (YHWH) wg wierzeń ludów żyjących na terenie dzisiejszego Izraela, Syrii itd. posiadał np boską żonę o imieniu Aszera.
Okaże się więc, że nie dość, że ten "odwieczny Bóg" nie istniał od zawsze, to jeszcze powstał dość późno w historii naszego gatunku a także był zupełnie inny niż to, czego uczą nas księża. Zamiast "odwiecznego Boga", mamy to, co mieć tak właściwie powinniśmy - Boga stworzonego przez ludzi, o czym świadczą jego niesłychanie ludzkie atrybuty i podlegającego stopniowej ewolucji. Od politeizmu i tych własnie ludzkich atrybutów (żona) do stopniowego zdobywania popularności jako Bóg jedyny w monoteiźmie (choć innych atrybutów typowo ludzkich w wyniku ewolucji się nie pozbył, ale o tym także kiedy indziej).
Wszystkie religie są takie same, niezależnie od tego, co o tym myślimy. Mówienie "moja religia jest prawdziwa" nie jest niczym nowym, a jednocześnie niczym prawdziwym - tak po prostu mówi i święcie wierzy KAŻDY na całym świecie. A wszelka "wyjątkowość" naszej religii to jedynie nasze własne... widzimisię niczym nie poparte.
Nie wiem czy moge...ale zryzykuje i skomentuje, zawse mozesz usunąć komentarz i powiedzieć nie komentuj;)
OdpowiedzUsuń'Można zbadać ją przy pomocy nauki - w przypadku świata wysłać sondy kosmiczne które zrobią zdjęcia i ostatecznie wszystko udowodnią. One wykażą prawdę.'...troszkę mnie tym zdaniem rozwaliłeś...bo sondy kosmiczne są nieomylne, techniczne i baaardzo,niesłychanie prbardzo dobre, ze zawsze i wszedzie widzą i rejestrują prawdę... jassne;] bardzo to naiwne wg mnie, żand urzadznie nie sa w stanie zarejestrować wszystkiego. myslałam, ze to wiesz...
'Jest to słynne "wszyscy wierzymy w tego samego boga, tylko inaczej", które od początku do końca jest rzecz jasna zakłamane. Jego prawdziwe tłumaczenie bowiem brzmi "wszyscy wierzycie w naszego boga, tylko o tym jeszcze nie wiecie". Zamiast dialogu i zrozumienia odmienności - monolog i znane nam już "święte przekonanie".'
jego prawdziwe tłumaczenie?? a któz to podjął się prawdziwego tłumaczenia?? bo nigdy nie słyszałam, ze własnie tak tłumaczy sie to zdanie...czy aby przypadkiem nie Ty dopusciłeś się swojej interpretacji tego zdania? i to właśnie Twoje 'święte przekonanie' że Ty masz swięta rację a inni wszysycy się mylą i sa głupi a za ich zdaniem kryje się totalnie co innego niż tak naprawdę mówią...
'Mówienie "moja religia jest prawdziwa" nie jest niczym nowym, a jednocześnie niczym prawdziwym - tak po prostu mówi i święcie wierzy KAŻDY na całym świecie. '
Czy aby na pewno KAŻDY?? nie używaj tak wielkich słow, bo przytoczę Ci przykład który obali od razu Twoje słowa KAZEGO wierzącego na cąłym świecie...tymbardziej, ze sam jesteś przedstawicielem osoby nie wierzaceja mimo to używasz ze KAŻDY człowiek święcie wierzy w prawdziwość swojej wiray...i wiem zaraz odpowiesz ze chodzi Ci o kazxdego wierzacego...ale trafniej dobieraj sformułowania...
i czemu nagle strzelasz:' A wszelka "wyjątkowość" naszej religii to jedynie nasze własne... widzimisię niczym nie poparte.'
jakiej naszej? która to religie wyznajesz? zmieniło się coś?
...ślę pozdrowienia;)
...a tak BTW... panuje na tym blogu świetny kliamt, świetną grafikę dobrałeś:) wszystkos tonowane i spokojne, bardzo mi sie tutaj podoba:)
OdpowiedzUsuń"troszkę mnie tym zdaniem rozwaliłeś...bo sondy kosmiczne są nieomylne"
OdpowiedzUsuń- Wydaję mi się, że są one jednak mniej omylne niż historie przekazywane z ust do ust przez tyle lat... Czy będąc dzieckiem bawiłaś się kiedyś w "głuchy telefon", często przy 20 osobach wychodziło już całkiem co innego. W przypadku Pism Świętych ta liczba jest ciut większa.
"a któz to podjął się prawdziwego tłumaczenia?? bo nigdy nie słyszałam, ze własnie tak tłumaczy sie to zdanie...czy aby przypadkiem nie Ty dopusciłeś się swojej interpretacji tego zdania?"
- Skoro nikt nie podjął się tego przetłumaczyć, jak sama twierdzisz, to zarówno autor tekstu jak i Ty, macie prawo do własnej interpretacji, popartej swoimi poglądami, czyż nie?
"Czy aby na pewno KAŻDY??"
- przykład: Chrześcijaństwo. Każdy praktykujący wierny nie ma prawa czcić cudzych bogów, a co za tym idzie wyznawać jego wyższości (nie daj Boże!)
"jakiej naszej? która to religie wyznajesz? zmieniło się coś?"
- Jak mniemam, autor wypowiada się w tym zdaniu jako "członek" społeczeństwa, a nie jakiejkolwiek religii.
Pozdrawiam
Pisane pod osłoną nocy, więc i babole się wgryzają. Przepraszam jak najbardziej za zwroty do osoby skomentowanej. Oczywiście powinienem pisać "bawiłaś się kiedyś", a "Czy bawiła się Pani kiedyś". Serdecznie przepraszam za pomyłki.
OdpowiedzUsuń'"Czy aby na pewno KAŻDY??"
OdpowiedzUsuń- przykład: Chrześcijaństwo. Każdy praktykujący wierny nie ma prawa czcić cudzych bogów, a co za tym idzie wyznawać jego wyższości (nie daj Boże!)
"jakiej naszej? która to religie wyznajesz? zmieniło się coś?"
- Jak mniemam, autor wypowiada się w tym zdaniu jako "członek" społeczeństwa, a nie jakiejkolwiek religii.'
Ciekawe co na to odpowie sam autor tesktu, bo jak widac te same słowa można rozumiec na rózne sposoby....